DOM – GABINET PSYCHOTERAPII

CISZA – MIŁOŚĆ

CISZA - MIŁOŚĆ

Ostatnio odkrywam, że wszystko ma prowadzić do miłości.

Ostatnio we wspólnocie rozmawiałyśmy o emocjach. Pamiętam, jak dość dawno temu słuchałam na youtubie p.Wiktora Osiatyńskiego. Poruszał temat 12 kraków. I w jednym z nich mówił o emocjach, o tym, że nie zależnie od sytuacji, w której człowiek się znajduje emocje, które się w nas pojawiają są tylko i wyłącznie nasze. Tzn. to nie jest tak, że druga osoba jest przyczyną moich emocji. Przyczyna tkwi we mnie. Jedna osoba w tej samej sytucji zareaguje spokojnie, a inna np. ogromną złością. I myślę, że to nie jest do końca kwestia charakteru, osobowości… Korzeń emocji jest w nas. 

Wracając do już przytaczanej książki i szczerze polecanej: o. Jalicksa Franza „Kontemplacja. Modlitwa uważności” , rozumiem pewną myśl w niej zawartą. O. Jalicks pisze w książce o korzeniu grzechu w nas, o ciemności, która jest w nas i ciszy, która pomaga wydobywać na wierzch tę ciemność, ten korzeń. Wydobywać, bo w świetle nie może być już ciemności. (To nie dosłowne przywołanie tej myśli, ale tak zapamiętałam sens tego, co pisał autor). 

Korzeń zła jest w każdym z nas ze względu na grzech pierworodny, a później wszystkie nasze osobiste grzechy. I myśląc o tym korzeniu myślę o tym, że emocje sięgają głęboko do tego korzenia. Szczególnie emocje, które są we mnie jak złość, gniew, nienawiść… W ciszy zaczynam dostrzegać te emocje, właśnie to, że one są we mnie, że są moim korzeniem. Jezus mówi- że nic co wchodzi z zewnątrz w człowieka nie może uczynić go nieczystym, ale co wychodzi z człowieka czyni go nieczystym. Kiedy te emocje dostrzegam i widzę, że one są we mnie to biorę za nie odpowiedzialność. 

Już nie zrzucam winy na innych, że to przez nich, czy przez różne sytuacje przeżywam to, co przeżywam. I mam prawo do gniewu, złości i nienawiści… I cisza wydobywa te niechciane emocje, które często tak silnie się pojawiają, zatruwając życie również mi samej. I w ciszy zaczynam łagodnieć wobec siebie i innych i w ciszy emocje zaczynają się uspokajać i wtedy robię miejsce miłości. Wtedy nie kierują mną emocje jak np.gniew, złość, nienawiść, ale coraz bardziej i coraz bardziej miłość. I zaczynam reagować nie tak jak emocje mi podpowiadają, ale jak mówi miłość. I w miłości też mogę stawiać granice innym. Ale inaczej rozumiane granice. Kiedyś jedna siostra pisała mi, że w Jezusie nie ma granic, bo jest tylko miłość i On robi wszystko z miłości do innych. I w tym jest różnica. Gdy nie kierują mną emocje, to chcę dobra dla drugiej osoby i zaczynam dostrzegać co będzie dla niej dobre i dla mnie. A niekiedy jest to powiedzenie: „stop, tak nie można”. Tam, gdzie mniej emocji tam więcej miłości. I w ciszy emocje zaczynają wychodzić i w ciszy te emocje są w świetle. I w ciszy widzę siebie. 

Idąc dalej- emocje i myśli… 

Znajoma Siostra pisze o innej książce tego samego autora: „W szkole Jezusa” o. Jalics pisze, że emocje podobnie jak myśli należą do naszego „ podzielonego “ świata”, gdzie jestem “ ja” i są “inni”. I że z czasem, gdy wzrastamy w jedności ta dualność zanika i nasze życie staje się proste. W pewnym sensie “zanikają” też emocje tak jak i myśli. Tym, co jest to nieskończony pokój, czyli cisza i brak “oddzielenia”, czyli miłość. 

Miłość wszystko łączy, miłość sama jest jednością. Nie ma już “innych”, ale wszystkich traktujemy tak, jak samych siebie. Nie uważamy siebie ani za gorszych ani za lepszych, ani za wyjątkowych ani za innych. Wszystko staje się jednością, czyli akceptacją i przyjęciem. Jedność, w którą z czasem wchodzimy coraz bardziej ma swoje źródło w ciszy i jednocześnie cisza jest owocem tej jedności. 

Tak więc wszystko zaczyna się od ciszy i kończy na ciszy…

Scroll to Top